III

To już połowa grudnia, okres przedświątecznych porządków i przygotowań – również tych kulinarnych. Czas wertowania książek i notatek kucharskich. Wprawdzie zestaw potraw świątecznych, a zwłaszcza tych, które pojawią się na wigilijnym stole jest żelazny, niezmienny uświęcony wieloletnią tradycją, podobnie jak repertuar śpiewanych kolęd, ale trzeba przecież odświeżyć w pamięci to i owo. Nie zawsze warto polegać na zawodnej pamięci, gdy istnieje możliwość skorzystania z zapisków mamy, czy babci. W tym przecież celu zostały robione, by korzystać z nich wówczas, kiedy zapytać nie ma już kogo.

Przede mną „Zeszyt Pani Zosi”, jak go nazywam od końca lat osiemdziesiątych, kiedy to właśnie Pani Zosia wraz z siostrą Barbarą, dwie przemiłe staruszki z zaprzyjaźnionej rodziny, przekazały mi zeszyt z domowymi przepisami. Zeszyt założony około przełomu XIX i XX wieku, przez mamę obu pań, kiedy to zakładała własny dom i gospodarstwo. Gromadził część ulubionych domowych przepisów pochodzących również z zeszytu, ale jej ciotki. Tyle o nim wiem.

Rzeczywiście, początkowe kartki zapełnione są równym starannym pismem, nosząc wszystkie cechy aktu założycielskiego. Później zmieniają się atramenty a w końcu i charaktery pisma. Obok przepisów pojawiają się dopiski, nazwy miejscowości, firm, imiona, nazwiska, mające wyjaśniać ich pochodzenie. Uwagi niegdyś oczywiste dla notującego, teraz już tajemnicze. Same postacie przepisów, również stają się nowocześniejsze, z wymienionymi na początku wszystkimi niezbędnymi składnikami. Zmieniają się miary, bezpowrotnie znikają kwarty i funty, zastąpione kilogramami i litrami. Zeszyt zaczyna już swoje własne życie. Oderwany od swego „matczynego” początku, staje się specyficznym dokumentem – obrazem kolejnej już epoki, zmieniających się czasów. Raz zanotowano nawet informację o niespodziewanej i miłej, jak można przypuszczać z treści wpisu wizycie – widocznie zeszyt leżący pod ręką, posłużył za raptularz. Aż przewracając pożółkłe, zetlałe miejscami ze starości kartki znajdujemy przepis:

Proporcje dodatków do ciasta na rożki:

1kg mąki, 4 dkg drożdży, 1 ¼ szkl. cukru + 20 sacharyn, 10 dkg topionego masła, łyżeczka soli, 4 żółtka, z 1 białka piana i zapach wanilii. Do nadzienia maku 25 dkg.”

A zaraz poniżej:

Kiedy się wojna skończy?

Gdy przy kawie z kożuszkiem stanie rożek biały,

Gdy w pierniku na maśle znajdą się migdały,

Gdy na obiad będzie z ryżu legumina,

Na kolację kiełbasa wieprzowa i szynka,

Gdy tort lawowy zjawi się dostojny

Na trzy miesiące przedtem będzie koniec wojny.”

– wiersz napisany przez kogoś z rodziny, czy może zasłyszany na krakowskiej ulicy i tylko zapisany ręką któregoś z domowników? Wówczas, trzydzieści kilka lat temu nie zapytałem i już nie zapytam….

Mól

I

II